- Mam heterochromię- wzdrygam się na samą myśl o tym.- To znaczy, że moje oczy są w różnych kolorach.
Mruga z zaskoczeniem. Usta rozchylają mu się w półuśmiechu, na który nie sposób również się nie uśmiechnąć. Ale to nie ten moment. Moje oczy to powód wiecznego, nieustannego ukrywania ich pod soczewkami. Nienawidzę ich.
- Musisz wyglądać jak kot- nie wiem skąd przyszło mu to porównanie do głowy. Przecież nigdy nie widział kota. Co więcej, on nigdy niczego nie widział.- Mama mówiła mi, że koty często mają różne tęczówki.
To by wszystko wyjaśniało. Ciekawe co jeszcze mama mu mówiła.
- Jakich są kolorów?
Zaciskam kurczowo usta, a jednak odpowiedź sama ciśnie mi się na usta.
- Prawe jest czarne, a lewe... białe- nasze spojrzenia się spotykają. Mgła na jego oczach zdaje się ruszać, rozlewać po pokoju, jak kubek mleka. Już wiem, że lubię patrzeć w te oczy, chociaż są niepełnosprawne. Ale na pewno nie puste.
Coś uderza w parapet za oknem. Moja głowa gwałtownie odwraca się w stronę, z której dobiegł dźwięk. To kruk usiadł sobie i patrzy na nas z zainteresowaniem. Jego paciorkowe oczy wwiercają się głęboko w świadomość. Mam wrażenie, że coś mi ulatuje, znika, ale z możliwością powrotu. To te dziwne koraliki zabierają mi jakieś odległe wspomnienie i odlatują wraz ze swoim właścicielem. Czuję, że czegoś mi brakuje, o czymś zapomniałam, co przed chwilą miałam na końcu języka.
- Czy coś się stało?- pyta rozglądając się niepewnie wokoło. Jakby niby mógł cokolwiek zobaczyć.
- Nie, to tylko ptak- wzruszam ramionami i mam zamiar zapomnieć o całej sprawie, ale w tym momencie na jego twarzy maluje się białe przerażenie.
- Jaki to był ptak?- tak na mnie patrzy, że boję się odpowiedzieć.
- To... To był kruk- i wtedy dostrzegam swój błąd.
To by wszystko wyjaśniało. Ciekawe co jeszcze mama mu mówiła.
- Jakich są kolorów?
Zaciskam kurczowo usta, a jednak odpowiedź sama ciśnie mi się na usta.
- Prawe jest czarne, a lewe... białe- nasze spojrzenia się spotykają. Mgła na jego oczach zdaje się ruszać, rozlewać po pokoju, jak kubek mleka. Już wiem, że lubię patrzeć w te oczy, chociaż są niepełnosprawne. Ale na pewno nie puste.
Coś uderza w parapet za oknem. Moja głowa gwałtownie odwraca się w stronę, z której dobiegł dźwięk. To kruk usiadł sobie i patrzy na nas z zainteresowaniem. Jego paciorkowe oczy wwiercają się głęboko w świadomość. Mam wrażenie, że coś mi ulatuje, znika, ale z możliwością powrotu. To te dziwne koraliki zabierają mi jakieś odległe wspomnienie i odlatują wraz ze swoim właścicielem. Czuję, że czegoś mi brakuje, o czymś zapomniałam, co przed chwilą miałam na końcu języka.
- Czy coś się stało?- pyta rozglądając się niepewnie wokoło. Jakby niby mógł cokolwiek zobaczyć.
- Nie, to tylko ptak- wzruszam ramionami i mam zamiar zapomnieć o całej sprawie, ale w tym momencie na jego twarzy maluje się białe przerażenie.
- Jaki to był ptak?- tak na mnie patrzy, że boję się odpowiedzieć.
- To... To był kruk- i wtedy dostrzegam swój błąd.