piątek, 10 października 2014

2.

 Wiem, że mnie nie widzi. Ale na pewno słyszy. Siedzi sam w kuchni i patrzy przed siebie. Chociaż określenie "patrzy" chyba nie jest w tym momencie odpowiednie.
 Ciekawe co widzą niewidomi. Czerń? Ciemność? Pustkę? Jak wygląda pustka?
 Poruszył się. Momentalnie staję w miejscu, nie wiedząc co zrobić. Ale on dalej patrzy przed siebie.
 Idę więc dalej, chociaż coś mi podpowiada, żebym tego nie robiła. Powód tego może być taki, że mój żołądek gorączkowo domaga się czegokolwiek od pół godziny. Ale jestem zbyt leniwa, aby zejść od razu i takie są właśnie tego skutki.
 Jestem zmuszona odwrócić się do niego tyłem, żeby sięgnąć do szafki po płatki. Staję na palcach i wyjmuję pudełko. Potem schylam się po miskę i zaglądam do lodówki po mleko. Odwracam się i napotykam parę ciekawych oczu wpatrujących się we mnie. Z jakiegoś powodu nie idę z powrotem na górę, do pokoju, ale siadam na przeciwko niego, przy wielkim dębowym stole.
- Zapomniałaś łyżki- słyszę.
 Wzdrygam się. Patrzę w dół. Faktycznie, zapomniałam o niej. Jakim cudem? Czy to przez te oczy?
 Chcę już się podnieść, ale on jest szybszy. Wstaje, a ja obserwuję jego ruchy, lekkie, delikatne. Odwraca się i nie widzę jego oczu. Z tej perspektywy mam wrażenie, jakby był zupełnie normalnym chłopakiem. A nie jest?, myślę. Jest, na pewno jest. Jest wyjątkowy.
Przyglądam się jak prawie z namaszczeniem gładzi opuszkami palców powierzchnie szafek, blatu, gałek. Nie, nie gładzi. O n   j e   g ł a s z c z e .
 Wyjmuje srebrny sztuciec, podchodzi do mnie powoli. Sprawdza dłonią, gdzie leży miska i kładzie przy niej łyżkę. Wraca na swoje miejsce i skupia swój wzrok na mnie. Pytanie ciśnie mi się na usta, ale nie chcę popełnić kolejnego faux pas więc siedzę cicho. Nasypuję płatki, zalewam je mlekiem i mieszam. Patrzę na wirujące nieforemne kształty, dalej usilnie próbując nic nie mówić. Ale to jest bardzo trudne, jeśli dosłownie musisz coś z siebie wyrzucić... a nie możesz. To tak, jakbyś próbował gotować nie dotykając niczego. Samą siłą woli się nie da. W zaciśniętych ustach czuję mrówki.
- Jak to robisz?- jednocześnie czuję ulgę i ogromny wstyd. Policzki mi się czerwienią.
- Brak jednego ze zmysłów nie czyni ze mnie inwalidy- uśmiecha się enigmatycznie.- Mam bogatą wyobraźnię.
 Zbiera mi się na kolejne pytanie. Ale tak nie można...
- Urodziłeś się bez wzroku?- bardziej delikatne pytanie może zadać tylko dziennikarz.
- Tak- uśmiech nie znika, za to poszerza się z każdą kolejną chwilą.
 Postanawiam nie pytać się już o nic więcej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz